Pierwszym nauczycielem dziecka jest rodzic. To on uczy jak jeść, chodzić, poruszać się w społeczeństwie, wiązać buty i odczytywać godziny na zegarku. A potem dziecko idzie do szkoły i jego naturalna ciekawość świata musi być zminimalizowana do 45 minut siedzenia w ławce. Co zrobić, jeżeli dziecko nie chce się uczyć i jak nie zniechęcić dziecka do szkoły?

Dlaczego dziecko nie chce się uczyć?

Powodów dlaczego dziecko nie chce się uczyć może być wiele. Jednak najczęściej dziecko nie do końca może zrozumieć sposób przekazywania wiedzy przez nauczyciela. Niektóre dzieci lepiej zapamiętują np. wiadomość mówioną, inne pokazaną na obrazku, jedne siedzą spokojnie czytając książkę, inne muszą przy tym chodzić. Czasami trudność ze zrozumieniem materiału wynika z rozproszonej koncentracji podczas zajęć. A czasem brak motywacji spowodowany jest wpływem rówieśników, dla których szkołą „jest bez sensu”. Duża liczba zajęć pozalekcyjnych także może wpłynąć na brak motywacji do nauki. Organizm dziecka jest zwyczajnie przemęczony. Najlepiej poszukać odpowiedzi u źródła i szczerze porozmawiać z dzieckiem, na spokojnie, wtedy, kiedy będziecie mieli czas tylko na rozmowę, nie przy okazji. Zapytaj dziecka, które zajęcia lubi, jakie przedmioty podobają mu się i dlaczego, a co sprawia mu problem. Zaproponuj swoją pomoc w nauce. Jeśli wiesz, że nie podołasz zastanów się nad znalezieniem korepetytora dla dziecka.

Jak uczyć, by nie zniechęcić?

Dziecko tak naprawdę powinno samo motywować się do zdobywania wiedzy. Młodsze dzieci najłatwiej uczą się przez naśladowanie, starsze przedszkolaki poprzez zadawanie problematycznych pytań w stylu dlaczego śnieg jest biały czy jak działa silnik odrzutowca. Nie bój się powiedzieć, ze czegoś nie wiesz – ale pokaż, gdzie można szukać odpowiedzi. Sięgnij po książkę, idźcie razem do biblioteki, obejrzyjcie film o danym temacie (może być animowany) czy też sprawdźcie w internecie. Pokazywanie sposobów osiągania wiedzy też jest ważne.

Uczymy także własnym przykładem. Dziecko nie rozkocha się w czytaniu książek, jeśli będzie widziało rodziców tylko przed telewizorem, samo nie zrezygnuje z gier komputerowych na rzecz lektury, jeśli nikt go nie pokieruje. Warto przy tym stawiać na systematyczność – uczymy się codziennie, a nie tylko przed wielkim sprawdzianem, dzięki czemu wiedza, jaką dziecko posiądzie, będzie długotrwała, a nie na zasadzie „zakuć, zdać, zapomnieć”.

Dobrym sposobem na naukę jest robienie krótkich przerw pomiędzy nauką. Dziecko zrelaksowane ma otwarty umysł i chętniej się uczy. Nauka przez zabawę czy eksperyment, różne sposoby zapamiętywania (wzrokowo, słuchowo, dotykowo, smakowo, w ruchu) także pozytywnie działają na proces przyswajania wiedzy. Zarówno dużych jak i małych uczniów interesuje świat nauki. Warto zachęcać do poszukiwania własnych dróg, które zbliżą ich do takiej nauki. Warto chłonąć wiedzę wszystkimi zmysłami. Bo nauka nie musi być nudna: słówek z angielskiego można nauczyć się dzięki fiszkom czy memory, dzielenia – dzięki pomocy nawet klocków Lego, chemii i fizyki poprzez eksperymenty z domowymi przedmiotami. W dobie internetu mamy całkiem spore pole do popisu, gdyż możemy znaleźć ciekawy sposób nauki każdego zagadnienia.

Jak nie zniechęcić do szkoły?

Szkołę można obrzydzić dziecku jeszcze w czasie, gdy jest słodkim przedszkolaczkiem. Zastanów się, czy opisujesz przy dziecku szkołę jako fajne miejsce, czy raczej jako takie, gdzie „nauczą Cię porządku”, „zobaczysz, będziesz musiał siedzieć 45 minut spokojnie” albo „zobaczysz, co to obowiązki!”. W ten sposób dziecko będzie szło do szkoły z uprzedzeniem i strachem. Tak samo, jeśli uważasz szkołę za zło wcielone, gdzie tylko uczą głupot – wtedy dziecko także stwierdzi, ze nauka to zło i nuda. A przecież zależy wam na tym, żeby wasze dziecko chciało się uczyć. Nawet jeśli szkoła i nauczyciele nie są tacy, jak oczekujecie.

By dziecko traktowało szkołę poważnie, także Wy musicie podejść do sprawy poważnie. Stwórzcie spokojne miejsce w domu, najlepiej oddzielne biurko, przy którym dziecko będzie mogło spokojnie się uczyć, bez rodzeństwa biegającego po pokoju i telewizora na cały regulator. Nauczcie sumienności i planowania pracy. To dziecko samo powinno być odpowiedzialne za odrabianie lekcji, rodzice są tylko ewentualną pomocą. Jeśli dziecku na tym zależy warto uczyć się razem. Można samemu pokazać też pasje, którymi być może kiedyś się zajmowaliście. Może to było kolekcjonowanie skamielin, tworzenie zielnika, rysunki techniczne samolotów? To nie tylko okazja do rozbudzenia w dziecku pasji, ale także do nauczenia systematyczności, pogłębiania wiedzy, korzystania z różnych źródeł informacji.

Bardzo dobrze też dbać o pasje czytelnicze już od najmłodszych lat. Nauczcie swoje dziecko korzystania z biblioteki i książek. Niech także w nich szuka odpowiedzi na pytania. I przede wszystkim  – sami też czytajcie.

Motywacja to podstawa

Najlepsza byłaby motywacja pierwotna, czyli ten charakterystyczny dla dzieci do około 10 roku życia pociąg do wiedzy. One cieszą się z tego, że coś nowego potrafią. Skuteczność nauki w takiej sytuacji jest olbrzymia. Zaufanie dziecku, myślenie o jego stanie emocjonalnym i tym, że jednego dnia może ono przyjmować wyzwania, a innego potrzebuje łatwiejszych zajęć pozwala wykorzystać potencjał do maksimum bez zmniejszenia późniejszej motywacji. Przy obecnym systemie edukacji motywacja pierwotna to jednak utopia.

Jeśli dziecku brakuje pierwotnej motywacji bardzo dobrze pcha do zdobycia wiedzy wyzwanie. Może to być ciekawy konkurs, zorganizowanie w szkole festiwalu eksperymentów chemicznych, naukę matematyki przez zabawę z pieczeniem i dzieleniem ciast itd. Jako rodzice mamy mimo wszystko dość duży wpływ na to jak szkoła będzie uczyć podstawy programowej. Nie bójmy się skorzystać z okazji, by samemu pomóc w unowocześnieniu przyswajania wiedzy.

Warunkiem jest jednak samodzielność w podejmowaniu tego wyzwania. Nadmierna kontrola wyników czy sposobów nauki dziecka może spowodować tylko pogłębiające się zniechęcenie. Dziecko z wyzwaniem musi pozostać samo. Może oczywiście poprosić o pomoc, jeśli taką ma potrzebę.

Poza motywacją pierwotną możemy jeszcze motywować dziecko zewnętrznie. Na krótką metę działa płacenie za naukę – dziecko wprawdzie się nauczy, ale nie dla wiedzy, a dla pieniędzy. Niemniej w szkołach, które wymagają dużej ilości ćwiczeń (np. muzycznej), których początkowo dziecko sensowności niekoniecznie rozumie, drobna gratyfikacja za włożony w naukę trud może

być pomocna, by dziecko nie zniechęciło się żmudnymi ćwiczeniami. Ważne jest by przy tym bardzo uważnie szukać momentów, w których pokażemy dziecku jak wiele umie.

Oceny mogą motywować, ale na takiej samej zasadzie jak płacenie za naukę. Tak naprawdę poziom oceny nie zawsze zależy od przyswojonej wiedzy, a szybkości zapamiętania jednorazowo, na potrzeby sprawdzianu, dużej dawki wiedzy. Tymczasem wartością nauki jest to, że coś umiemy. Bardzo często wiedza i umiejętności dziecka stoją na bardzo dobrym jak na jego możliwości poziomie, ale w dzienniku widnieją trójki, bo nie chce mu się odrabiać prac domowych albo sporo gada na lekcji. Warto na samym początku zastanowić się o co nam, rodzicom, chodzi w tej edukacji.

Podobał ci się ten artykuł? Zapisz się do naszego newslettera!